|

Przed wyjazdem. Maj 2020

Mój rower od wczoraj znajduje się w Norwegii, dokąd pojechał dzięki uprzejmości znajomego, który w drodze do Oslo wstąpił do Warszawy i odebrał go ode mnie wraz z sakwami i częścią ekwipunku. 

Stało się to kilka dni po moim kolejnym wyjeździe z kolegą Tomkiem do Góry Kalwarii i z powrotem. Mojego Marina załadowałem dokumentnie, a mimo to jechaliśmy całkiem ładnym tempem, pokonując 110 km w ok. 5 godzin. Przy czym nie czaruję się – Mazowsze przy Norwegii jest płaskie jak stół. Zdaję sobie sprawę, że moje moje przygotowania mogły być bardziej intensywne i nie powinienem był ich odkładać „na potem”, ale nie przewidziałem lockdownu spowodowanego pandemią. A ktoś przewidział?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *